Kupamięciowo i subiektywnie - zapiski matki z zamiłowania
RSS
piątek, 24 sierpnia 2012
Opiekuj, mamo

Ach, jakże kocham tę dwuletnią świeżą wersję języka polskiego! Tę prostą odmianę, brak przyimków i zaimków, głębię odnalezioną w zupełnie zwyczajnych wyrazach. Kupamięciowo jak zwykle - kilka zdań, które rozbawiły mnie w tym tygodniu:

1) Beknięcie, po nim kilka zadowolonych mlaśnięć i ostateczna konstatacja: "ciasio jadłem! bekałem..."

2) Stadnina w porze śniadania: "koniów duzio! koń je siadanie - ma wode, ma siano, ma kupe"

3) Jak nie komar to... "kokodyl ugiz Jadunia, tu, jano, wodzie, wannie"

4) Chciałam się aktywnie przyłączyć do zabawy samolotami i zonk: "mamo, sajojot brum nie! ziuuu"

I top of the top - wieczorne zasypianie - które z upływem czasu staje się coraz wspanialszym doświadczeniem dla mnie (co pewnie pocieszy wiele mam młodszych dzieci;)) :

"Mamo Juito kocham"

"Całowam mame, mamo oć, pocałowam"

"Mamo, tsymaj całego Jadunia mocno"

"Opiekuj mamo"

Rozpływam się po takich akcjach, zwłaszcza że przekazowi werbalnemu towarzyszy przeurocza nadbudowa w postaci licznych całusów, głaskania mojej twarzy i wtulania się. Czy ja NAPRAWDĘ chciałam kiedykolwiek, żeby moje dziecko zasypiało samo?;)



13:36, luliluli
Link Komentarze (6) »
czwartek, 02 sierpnia 2012
Radzika wyobraźnia dzika

Na działce były dziki. Duuużo dzików. Robiły chrum chrum. Był tata dzik, mama dzik i dużo dzieci dzików. Radek się wystraszył. Ale spoko - dziadek zabił dziki!

Babcia zbierała patyki, podawała je dziadkowi, a dziadek rzucał nimi w duże dziki. W związku z tym duże dziki uciekły, ale małe nie. Mogę się tylko domyślać, że to te małe zginęły z ręki dziadka i jego patyków, mozolnie zbieranych przez babcię.

Jestem przerażona. Dziki na działce, między nimi dziadkowie z Radkiem, jakieś patyki - i co gorsza patole, bo pozabijali dziczki gałęziami...

Sprawdziłam u źródła i padłam ze śmiechu:)

Wyobraźnia Radzika wchodzi na wyższe obroty. Dziki - owszem - na działkę wlazły. Babcia usłyszała je, zbliżając się do furtki, więc czym prędzej wzięła dziecko i nogi za pas, żeby dewastację dziadkowych marchewek zgłosić odpowiednim organom. Radzik dzików oczywiście nawet nie widział... Bożesz Ty mój, boję się kolejnych historii;)

15:00, luliluli
Link Komentarze (4) »
luliluli@gazeta.pl Lilypie Premature Baby tickers