Kupamięciowo i subiektywnie - zapiski matki z zamiłowania
RSS
niedziela, 28 sierpnia 2011

Za dużo przepisów, za mało opisów ostatnio, więc będzie coś ku pamięci, bo w międzyczasie stuknęło Radosławuu 13 miesięcy - otóż bardzo fajnie się z naszym synem ogląda mecze - bije brawo, gdy widzi, że ktoś trafił nogą w piłkę;) Jednak od piłki nożnej bawi go bardziej literatura - mógłby cały dzień spędzić u nas na kolanach, czytając książkę za książką, a właściwie oglądając obrazek po obrazku, bo do słuchania tekstu jeszcze niespecjalnie się rwie;)

Z braku umiejętności słownego opisu wypracował sobie cały arsenał min i dźwięków, za pomocą których się z nami porozumiewa i tak: brrr brrr dada to nic innego jak 'wyjechać z domu autem', aaaa! [z charakterystycznym akcentem na trzecie "a"] - 'biedronka', mlaskanie - 'coś do jedzenia', tak samo jak mamamam (niestety, nie o mnie wtedy chodzi:P), głośne wdychanie pomarszczonym nosem to 'kwiaty', nenene - 'muzyka' i kilka innych fajnostek. Mimo niewielkich rozmiarów słownika w porównaniu z sąsiadami-rówieśnikami wydaje się skończonym gadułą, co jeszcze bardziej zbliża go charakterologicznie do ładniejszej połowy swojej rodziny - donoszę z nieskrywaną dumą!

A z okazji matczynych eksperymentów kulinarno-podwieczorkowych Radzik coraz sprawniej posługuje się łyżeczką, właściwie jedyne, co należałoby przećwiczyć to kierowanie jej prosto do buzi zamiast wymachiwania sztućcem w drodze do niej... Chwilowo kocham więc wynalazcę ziemniaczanej skrobi, której dodatek do niektórych przekąsek sprawia, że trudniej je roztrząsać po całej kuchni;)

sobota, 27 sierpnia 2011
Śniadaniowy pudding

Śniadanie dla małych i dużych w wersji na słodko, czyli pudding, który uwielbiam i ja i Radzik, którym posilamy się regularnie i który trudno przestać jeść, nawet gdy nie ma już miejsca w brzuchu;)

Jemy - zupełnie niepedagogicznie - z jednej miseczki i tak jest najsmaczniej.

Składniki: mleko owsiane (lub inne roślinne, może być wyrobu własnego), kasza manna, bezcukrowy budyń waniliowy (jestem leniwa, biorę taki z torebki, ale można kombinować z mąką samemu), łyżka miodu (lub kilka posiekanych daktyli czy duża szczypta brązowego cukru, coś do osłodzenia), owoce (i/lub czekolada, ciasteczko, wiórki, dżem, cokolwiek) jako "posypka-polewka":)

Pół litra mleka bez połowy szklanki gotujemy, co chwilę mieszając, z miodem i 5 łyżeczkami manny. Pozostałe pół szklanki mleka posłuży do rozrobienia budyniu. Po 3 minutach gotowania zawartość szklanki wlewamy do garnka i mieszamy aż do ponownego zagotowania. Po ściągnięciu z palnika przelewamy do miseczki, dekorujemy ulubionymi owocami, czekoladą, rozgniecionym ciastkiem itp.

 

PS takie śniadanie idealnie nadaje się do ćwiczenia samodzielnego posługiwania się łyżeczką:)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Pożywna piosenka roku

Gdy pojawi się gdzieś w tle, Radzik zaczyna giąć się w pół, rytmicznie i sprężyście, wyszczerzając zęby - piosenka roku...

Tagi: Radzik
17:56, luliluli
Link Komentarze (2) »
Podwieczorek vol.2 - smoothie a la pinacolada

Wymyśliło się samo z powodu zalegających bananów i otwartego mleka kokosowego;)

Składniki najlepiej wyjąć prosto z lodówki (banana można nawet zamrozić):

- banan,

- kilka plastrów ananasa świeżego lub z puszki,

- mleko kokosowe,

- suszona żurawina,

- odrobina wody lub jeśli ananas był zapuszkowany - cieczy, w której siedział tenże.

Zmiksować i obserwować, jak wąsy nad buzią dziecka (i własną) robią się coraz gęstsze;)

piątek, 19 sierpnia 2011
Zdrowy podwieczorek - ciasteczka owsiane

Wciąż szukam pomysłów na drugie śniadania i podwieczorki dla Radka, prostych, dobrych i zdrowych. Wczoraj wypróbowałam ciacha (uwaga - są lepsze na drugi dzień!):

- szklanka płatków owsianych górskich,

- szklanka mąki pszennej razowej,

- szklanka bakalii (dałam rodzynki, żurawinę, posiekane daktyle, podprażony słonecznik i sezam, sporą szczyptę maku, krótko mówiąc co się nawinęło;)),

- kilka łyżek masła (klarowanego w wersji dla niemlecznych),

- kilka łyżek miodu,

- kilka łyżek ciepłej wody,

- pół łyżeczki sody,

- szczypta przyprawy piernikowej.

Zmieszałam suche i mokre składniki osobno, potem połączyłam, wymieszałam, dodałam mokrych, bo "ciasto" było odrobinę za suche. Formowałam kulki, które rozpłaszczałam na blasze pokrytej papierem do pieczenia. Piekłam ok. kwadransa w 180 stopniach.

Miało być dla Radka na przekąskę, a wyszło jak zwykle, czyli nic nie zostało;) Znaczy, że smaczne.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Skinheadzik

Radzik ma za sobą pierwsze postrzyżyny. A właściwie to my je za sobą mamy;)

Wyszło na gorąco, rano pomysł, po południu realizacja. Wszystko odbyło się w krzesełku do karmienia przy akompaniamencie głośnej muzyki (dobrze zagłusza maszynkę). Fryzjerami byliśmy oboje z mężem, co przyniosło nieco szkód (patrz: strzyżenie dwiema różnymi długościami tego samego miejsca na głowie), ale udało się. Radzik w swoich nowych 6 (miejscami 3) milimetrach wygląda bardzo dojrzale, dorośle i całkiem przystojnie, gdyż podkreślają one jego ogromne węgielkowe oczy, ach;)

Przez chwilę zastanowiłam się nad zachowaniem małej kępki wystrzyżonych kłaczków, jednak pomysł ten wydał mi się równie dobry co obrzydliwy, więc za namowami męża, pamiątkowe włosię spłynęło do kanalizacji. A kysz, tradycjo;)

sobota, 13 sierpnia 2011
One lovely blog award czyli trochę o mnie i trochę niepoważnie

Zostałam klepnięta przez Ol_enę, do której bloga mają dostęp tylko nieliczni (żałujcie;)), w ciekawej blogowej zabawie One lovely blog award.



Zgodnie z zasadami mam wpisać tu 7 rzeczy, których o mnie nie wiecie. Aż 7! W przypadku tak ekstrawertycznej osoby to niemal niemożliwe, ale postaram się;)

1) Jestem skończoną choleryczką. Nie mogę się nadziwić, gdy czytam, że ktoś uważa moje forumowe posty za wyważone i stonowane. Sądzę, że wiedząc o swojej wściekłej naturze i predyspozycjach, staram się dwa razy pomyśleć i ochłonąć zanim coś wypalę. W większości przypadków przynajmniej;)

2) Mam fisia na punkcie języka polskiego. Nie znoszę, gdy ktoś robi błędy. Gdy sama strzelę byka publicznie, prześladuje mnie to miesiącami. Obudzona w środku nocy jestem w stanie wymienić większość swoich stylistycznych/frazeologicznych/wszelkiej maści gaf popełnionych tu i ówdzie w internetowych pisaninach.

3) Przez 10 lat swojego życia (a tak naprawdę 11) paliłam papierosy. Jako nieposkromiony nerwus (patrz punkt 1.) uważałam je (obok obgryzania paznokci) za zło konieczne dla zachowania psychicznej równowagi. Rzuciłam tylko ze względu na planowane potomstwo.

4) A propos planowania - jestem maniakiem tegoż. Na długo przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji rozkładam wszystko na czynniki pierwsze, analizuję różne rozwiązania, szukam plusów i minusów, robię rozpiski. Mimo tego ludzie, którzy słabiej mnie znają, sądzą, że jestem spontaniczna, co wciąż pozostaje dla mnie niezrozumiałe.

5) Rzeczy lubię traktować podmiotowo:P Jeśli zdarzy mi się upuścić orzeszka, rzucam za nim drugiego, by ten pierwszy nie pozostał samotny w swoim zagubionym odosobnieniu. Od czasów dzieciństwa oddaję meblom każde uderzenie, jakiego się dopuszczą na mym ciele (bez względu na to, które z nas zawiniło!). Zdarza mi się rozmawiać z samochodem, jednak wyłącznie w sytuacjach sam na sam.

6) Jestem swoim największym krytykiem, mam to po ojcu. W związku z tym nie radzę sobie z przyjmowaniem komplementów, jednak wiedząc o tym, staram się klecić jakieś mniej lub bardziej sztuczne podziękowania, gryząc się w język, gdy mam ochotę dołączyć do nich końcówkę w stylu "...no ale włosy mam beznadziejne".

7) Przez większość swojego dzieciństwa a także wczesnej młodości wyglądałam jak chłopiec. Najpierw z powodu braku męskiego rodzeństwa (robiłam w rodzinie za syna m.in. w kwestii fryzury), potem z powodu klasycznie pojętego buntu nastolatki, gdy przez kilka miesięcy goliłam głowę maszynką ustawioną na 3 mm. Może dlatego, odkąd pamiętam, chłopięcość swoją maskowałam makijażem, bez którego nawet w czasach największego kryzysu spowodowanego pojawieniem się syna NIGDY nie wychodzę z domu.

O kurczę, to wciąga, fakt ósmy powinien brzmieć "uwielbiam się spowiadać"...

Zgodnie z ideą tego łańcuszka, nominuję:

1) Szczęściarę

2) Dzieckoziemi

3) Mamęmyszora

4) Bioo

5) Sylwię

6) Monikę

7) Lucyferkę

Tagi: mama
21:29, luliluli
Link Komentarze (10) »
Trening cierpliwości

Masz za sobą barrrdzo ciężką noc, podczas której większość czasu upłynęła na uspokajaniu dzikiego wrzasku twojego dziecka. Wstajesz rano witana słodkim dziecięcym uśmiechem, parzysz podwójną kawę i wiesz, że pierwszy łyk zrobisz dopiero, gdy będzie zupełnie zimna - jak zwykle.

Oboje lubicie słodką owsiankę, wstawiasz więc płatki i kroisz ulubione owoce, a u Twoich stóp mały człowiek zaczyna podkręcać atmosferę. Łapie Cię za nogę, ale nie denerwujesz się, spokojnym głosem tłumaczysz, że robisz śniadanie i zaraz weźmiesz go na ręce. W odpowiedzi słyszysz jeszcze głośniejszy wrzask, uznajesz więc, że nie zaszkodzi czasem zjeść owsiankę z całymi daktylami. Z dzieckiem na ręku, wbrew wszelkim przepisom BHP, ale zgodnie z potrzebami małego człowieka, kontynuujesz, wiesz przecież, z jakim smakiem dziecko zajada tę wersję śniadania.

Z miseczką pełną ciepłego posiłku siadacie przy kanapie. Dawno już przesiedliście się z mebla pod mebel, pamiętasz przecież, co dzieje się z pilotem (a co z dzieckiem), gdy spada z wysoka. Mmm, wyszło świetnie, częstujesz. Dziecko z wyraźną dezaprobatą odwraca głowę. Gorące? Podmuchamy. Częstujesz raz jeszcze. O tak, smakuje, warto było się nieco postarać zamiast znów klecić byle kanapki.

W zwolnionym tempie obserwujesz, jak zbitek zdrowych płatków i wyszukanych dodatków spada - pac na brodę, pac na piżamkę, ostateczny pac - na dywan. Spokooojnie. Za krótko dmuchałaś. Częstujesz, zajada, aż trzęsą się uszy sąsiada z naprzeciwka. Łyżeczka, druga, trzecia, czwarta, ledwo nadążasz - to jest to, dobra mama zawsze wie, co lubi jej dziecko.

Pac, duża kulka średnio zmielonej owsianki na dywanie. Trudno, podniesiesz, nie ma gdzie odłożyć, hmm, nie takie rzeczy jadłaś jako matka. Bammm (od niedawna naprawdę ładnie artykułuje "mmm"), mała ręka idealnie pasuje do średnicy miseczki, to naprawdę frajda sprawdzić, jaka jest w dotyku świeża owsianka.

Liczysz do 3, uśmiechasz się, spokooojnie, zaraz pójdziemy umyć ręce.

I wytrzeć. A skoro już po śniadaniu, to może umyjemy ząbki? Mama myje dużą szczoteczką, dziecko małą. Ślicznie, odtwarza nawet ruch przód-tył po dziąsłach, w końcu jest mądrym dzieckiem. Płuczesz usta, sprawdzasz, jakim cudem nastała tak słodka cisza.

Bammm, (mokra) szczoteczka (na pewno sama) wpadła do kartonu z proszkiem do prania. Liczysz do 3, wiesz, że wrzask do niczego nie prowadzi, tłumaczysz, dlaczego, po co i tak dalej. Patrzy tak rozumnie, rodzicielska perswazja górą. Czeszesz się, a z tyłu dochodzi kolejne bammm. Bucik! Że też nie powiedziałaś od razu, że nie wolno też wrzucać rzeczy do proszku Color.

Dobrze chociaż, że to suchy bucik, nie ten, który wczoraj zrobił bammm do wanny z wodą.

Chwila zabawy, masz dość, warto pomyśleć o deserze, będziesz mieć kilka minut. Nektarynka. Szczęśliwie - smakuje, z ulgą odpalasz komputer. Bammm, zbierasz owoc z podłogi, podajesz. Higiena higieną, nie będziesz robić szopki. Kęs owocu i bammm. Liczysz do 5, czas na reakcję.

"Jak nie chcesz, oddaj mamie" ple ple srutu tutu, znasz tę regułkę na pamięć, czasem działa. Czasem działa na chwilę lub jest opacznie rozumiana. Bammm. Nektarynka ląduje obok Ciebie. Oddana mamie, fakt. I tak kilka razy, ale przecież pocztę sprawdzić MUSISZ, tysiąc pięćset maili nie kasuje się w minutę, kiedyś trzeba. Po kolejnym bammm nie wytrzymujesz, przez zęby syczysz najgroźniejsze "oddaj mamusi", jakie kiedykolwiek słyszałaś. Zbierasz cząsteczki nektarynki z podłogi i czujesz, że coś wpada ci we włosy. Skórka. Przecież to jasne, że mając 6 zębów trzeba zrezygnować ze skórki. Parzysz podwójną melisę.

Wyciągasz dziecko, niech polata. Pech chce, że leci zawsze w te same miejsca - zjeść trochę wtyczki od zasilacza, roznieść pranie po mieszkaniu, wynieść buty do pokoju. Luuuzik, dom nie muzeum, choć czasem chciałoby się wierzyć, że też nie śmietnik.

Mam kryzys. Coraz częściej muszę liczyć do 10, a i to nie zawsze pomaga. Roczniaki są potworami. Całe szczęście, że potrafią dawać buzi.

Tagi: mama
13:46, luliluli
Link Komentarze (10) »
czwartek, 11 sierpnia 2011
Chcę siedzieć! w domu z dzieckiem

Siedzę w domu z dzieckiem i mimo wszystko - nie mam kiedy usiąść. Czytaczom polecam zerknąć do Aeidenn i Expecting, żeby zobaczyć, co u mnie;) i przeczytać, ile pracy kosztuje siedzenie.

Tagi: mama
12:32, luliluli
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 01 sierpnia 2011
Pierwsze urodziny

Urodzinowa impreza Radzika za nami, jaka szkoda!

Pierwsze urodziny obchodził wyjątkowo hucznie - pośród blisko 30 cioć, wujków, babć i dziadków. Mimo naszych modłów, pogoda nie dopisała zupełnie, całą sobotę padało, a niebo zasłaniała gęsta masa ciemnych chmur. To jednak nie przeszkodziło nam w świętowaniu. Grill stanął pod dachem, a my zasiedliśmy za stołami. Nie sądziłam, że to się uda, ale swoją obecnością zaszczycili nas wszyscy zaproszeni goście - nasi bliscy i przyjaciele, ludzie, z którymi łączy nas wiele wspomnień. Do zbioru tych ostatnich po minionym weekendzie będziemy mogli dopisać m.in. nocne odśpiewywanie przebojów Kajah, Stana Borysa i kilku innych mniej znanych - zwłaszcza w warstwie tekstowej - przebojów;)

Radzik bawił się równie dobrze jak jego rodzice. Wraz z czworgiem najmłodszych gości testował możliwości świeżo rozpakowanego sprzętu, degustował kiełbaski w cieście, babcine ogórki małosolne, grillowaną karkówkę, a nawet - wbrew wszelkim zasadom - kawał śmietanowo-jogurtowego tortu z niebieską różyczką, które jednak wbrew powalającemu smakowi i wyglądowi nie przypadły mu szczególnie do gustu (na szczęście, bo i wysypka po nich nie będzie musiała znikać tygodniami;))

Dmuchanie (złamanej jak się okazało po rozpakowaniu:P) świeczki, które odbyło się wspólnymi siłami (z relacji naocznych świadków wynika, że Radzik starał się świeczkę zdmuchnąć także osobiście), wywołało u mnie czasową mokrość oczu. Sama nie wiem, dlaczego, to chyba kolejne świadectwo przemijania, dorastania, tego, że czas biegnie i ani się obejrzymy, a nasz syn będzie otwierał swój najbardziej oryginalny urodzinowy prezent*.

A na razie życzymy jemu i sobie, aby - tak jak i tego dnia - zawsze otaczało go grono ludzi, którzy nadają życiu sens (i jaskrawe barwy;)).

 

*Szczelnie zapakowany lipcowy numer Playboya z dedykacją od cioci Doroty i wujka Michała, którą ku pamięci pozwolę sobie zapisać: Drogi Radku, jest rok 2028. W tym roku obchodzisz 18 urodziny i być może znasz już takie magazyny:) Oto mała lekcja historii 2 lipca 2011 roku - tak kiedyś wyglądały kobiety, z takich dowcipów się śmialiśmy. Życzymy przyjemnej lektury!

luliluli@gazeta.pl Lilypie Premature Baby tickers