Kupamięciowo i subiektywnie - zapiski matki z zamiłowania
RSS
środa, 22 czerwca 2011
11!?

11 miesięcy.

Nie mogę się otrząsnąć - przed chwilą piłam Tequilę na imprezie u przyjaciółki i zażarcie dyskutowałam o tym, że nie zmarnuję swoich piersi karmieniem (ehe...). Przed momentem podczas swojego wieczoru panieńskiego podpisywałam zobowiązanie, że wejdę do fontanny w centrum miasta (ehe2...). Niedalej jak wczoraj, w dzień ostatnich wyborów do Europarlamentu, urodził się chłopiec, którego pierwszy krzyk sprawił, że zapragnęłam mieć dziecko.To ostatnie dziś kończy 11 miesięcy i potrafi przejść samo pół pokoju. Dziwne. Za chwilę będę musiała wrócić do pracy, a wtedy pewnie ani się obejrzymy, a dziecko będzie zakładać tornister... i własną rodzinę.

niedziela, 19 czerwca 2011

Po tygodniu od pierwszych kroków, nie patrząc, czy ma go kto złapać, przemieszcza się przed siebie o kilka kroków. Wychodzi mu to o wiele sprawniej niż chodzenie między dwiema osobami, bo widząc, że ma go kto łapać, zaczyna szaleć i zamiast skupić się na przebieraniu nogami, rzuca się przed siebie, zamykając oczy:P Kochany Radzik, ma dwa siniaki na twarzy, guza na głowie i krwiaka na dziąśle po zderzeniu z krzesłem... Przestaję się dziwić, że w sprzedaży można znaleźć kaski dla niemowląt;)

piątek, 17 czerwca 2011
Pulpety indycze w sosie warzywnym

Moje kolejne podejście do lubianych w domu pulpetów-z-obojętnie-czego;)

 

Składniki:

- mięso mielone z indyka,

- 2 jajka przepiórcze (u nas kurze uczulają),

- cebula

- czosnek,

- koper,

- marchewka,

- por,

- opcjonalnie soczewica czerwona

 

Mięso mieszam z jajkami, koprem, zeszkloną cebulką i wyciśniętym czosnkiem w ulubionych proporcjach, przyprawiam pieprzem, ziołami, odrobiną soli.

Pokrojonego w półtalarki i zeszklonego pora, startą na grubych oczkach marchew, posiekany koper gotuję (taki mój zastępczy "bulion";)) i jak taka "zupa" będzie gotowa, wrzucam na nią kulki z przygotowanego wcześniej mięsa. Gotują się kilka minut w zależności od wielkości. Wyciągam na bok.

Na koniec dorzucam do garnka na kilka minut garść czerwonej soczewicy, albo mniej zdrowo - zaklepuję mąką i doprawiam do smaku ziołami. Oba wyjścia sprawiają, że z bulionu robi się sos.

Pulpety z sosem idealnie sprawdziły się podane ze szparagami. Wszystko idealnie pasujące do niemowlęcej ręki;) Radzikowi zasmakowały na tyle, że pożarł taką samą porcję jak ja...

czwartek, 16 czerwca 2011
Automaniak

Śledziłam śmieciarkę. Kwadrans naszego spaceru upłynął na obserwowaniu, jak auto pokonuje kawałek drogi, a potem panowie uwijają się wokół kontenerów. Takich śledztw w życiu bym się nie spodziewała, ale skąd mogłam wiedzieć, że wydam na świat małego mężczyznę o stereotypowo wręcz męskich zainteresowaniach.

Śmieciarka, pociąg, autobus, samolot, samochody - ze szczególnym uwzględnieniem największych i najładniejszych ciągników (czym skorupka w ciąży nasiąknie tym trąci w niemowlęctwie? Czyżby syn pamiętał czasy sprzed maminego zwolnienia?;) - szeroko pojęte maszyny są obecnie największą pasją Radzika. Nie sposób nie śledzić ich podczas spaceru, gdy tylko zechcesz zmienić kierunek i odjechać wózkiem w ZŁĄ stronę, syn natychmiast postawi cię do pionu.

Radzikowa pasja maszynowa jest nam całkiem na rękę, bo ułatwia jeszcze bardziej podróżowanie samochodem - byłoby idealnie, gdybyśmy wszystkie trasy przejechali lewym pasem, mijając jak najczęściej jak największe samochody. I tu kieruję gorący apel do polskich władz - autostrady potrzebne są nie tylko kibicom!

Tagi: Radzik
18:00, luliluli
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Sam na sam samochodem

Niektórym pewnie wyda się to szokujące, ale dopiero dziś po raz pierwszy od czasu narodzin Radzika jechałam z nim sam na sam autem.

Wybrałam się - pełna obaw - na zakupy i mam ochotę paść na kolana przed nowym fotelikiem. Radzik oswajał się z nim powoli, choć traf chciał, że zamontowaliśmy go tuż przed dalekim wyjazdem i musiał spędzić w nim wiele godzin. Sprawdził się wtedy, sprawdza się i na co dzień.

Dotychczas, wychodząc z założenia, że zadaniem kierowcy jest kierować, a dzieckiem należy się zająć całym sobą, wszędzie jeździliśmy we troje. Przez myśl by mi nie przeszło wyjechać gdzieś tylko z Radkiem, zbyt zajęta byłam robieniem teatrzyków, zabawianiem, uspokajaniem i utulaniem rozdartego, wściekłego i wijącego się w swoim siedzonku potworka.

Teraz to zupełnie nowa jakość - cisza, spokój, pojedyncze oznaki niezadowolenia szybko ucisza zwrócenie uwagi na przejeżdżające samochody tudzież zakupione niedawno zwierzątka gospodarskie, które stały się miłością Radzika. I nie ma znaczenia, że fotelik jest montowany tyłem do kierunku jazdy, pomyśleć, że tak bardzo baliśmy się, że to siedzenie plecami do nas jest problemem.

Jazda samochodem nie jest może wielkim hobby Radzika, wciąż denerwuje go, że cokolwiek go unieruchamia, jednak w porównaniu z podróżami z ostatnich 10 miesięcy obecny stan jest bliski ideału;) Że też wcześniej nie wiedziałam o fotelikach tego rodzaju, z racji sposobu montażu bez problemu i negatywnych konsekwencji mogliśmy go zamontować już 4 miesiące temu! Bez wątpienia przyszłe rodzeństwo Radzika nie będzie jeździć w pierwszym foteliku ani dnia dłużej niż to absolutnie konieczne. Chyba że będzie to lubić, w co oczywiście szczerze wątpię.

Nie do wiary - mogę wyjechać z domu bez kierowcy;)

Retrospektywnie - Radzik po tamtej stronie brzucha, tydzień 36

Przypomniałam sobie o istnieniu miejsca, które kryje moje stare wpisy o ciąży. Jak śmiesznie to teraz czytać!

Rok temu o tej porze pisałam:

Tydzień 36.

Mam obsesję porodową:D od pewnego czasu mogłabym całą dobę przygotowywać się do porodu, czytać o nim, ćwiczyć.
W weekend trenowaliśmy z mężem pozycje do parcia, ćwiczenia na piłce i masaże. Od wczoraj piję polecaną przez wszystkie znane mi położne herbatkę z liści malin, za tydzień zacznę z olejem z wiesiołka - i zupełnie mnie nie obchodzi, czy to naprawdę działa, czy tylko pomaga psychicznie - potrzebuję tego i kropka:P
Ostatni miesiąc ciąży całkowicie pozbawił mnie poczucia kontroli - nie ode mnie zależy, kiedy, jak i w jaki sposób urodzę, nie mam nawet wpływu na to, jak się czuję. Mam więc permanentną ochotę choć stworzyć pozory, że nad czymś jeszcze panuję - może stąd te obsesyjne przygotowania.
Poza tym, za wyjątkiem uporządkowania dużego pokoju, nie zostało mi już nic do zrobienia. Fizycznie też nie jestem już raczej zdolna do jakichś niesamowitych akcji, więc czytanie i myślenie staje się bardziej koniecznością niż możliwością:D
Psychicznie jestem w pełni sił, ale ciało zaczyna mi odmawiać posłuszeństwa - całymi dniami ziewam, nie mogę za długo siedzieć - bo... bolą mnie nogi (!!!), za długo spać - bo bolą mnie plecy, biodra i wszystko inne, chodzić jeszcze mogę, ale właściwie nie mam dokąd:D

Mały jest już na tyle duży, że mogę codziennie oglądać, jak macha nogami, robiąc mi z brzucha poruszającą się kanciastą bryłę:D
Zgodnie z kalendarzem powinien teraz ważyć niewiele poniżej 3 kg, więc całkiem duży z niego człowiek:D
W sobotę odwiedziłam w szpitalu ostatnią rozpakowaną koleżankę ze szkoły rodzenia (TAK - zostaliśmy tylko my...), jej córcia ma 2300 i 49 cm, a więc jest mniej więcej obecnych gabarytów naszego Radzia (a być może nawet nieco lżejsza), to dość dziwne uczucie zobaczyć na żywo, jak może wyglądać siedzący w moim brzuchu malec...

Tagi: mama
12:25, luliluli
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 czerwca 2011
Wiielki krok osobistej ludzkości

Spieszę donieść, iż nasz najukochańszy syn pierworodny zrobił dziś zupełnie sam dwa pierwsze kroki!

Sukces miał miejsce na działce teściów między objęciami babci i mamy. Mama miała łzy w oczach. Nasz mały kochany chłopczyk. Nie mogę uwierzyć, że to wszystko tak szybko się dzieje.

O przesypianiu nocy

Każda mama wie, że poradniki i dziecko mają w kwestii nocnego snu zupełnie odmienne poglądy. Każda też przynajmniej raz usłyszała to - jakże bezsensowne - pytanie "czy JUŻ przesypia noce?", zadawane najczęściej w pierwszych miesiącach życia dziecka, kiedy to noce przesypiają tylko dzieci kosmitów i nieliczne ludzkie wyjątki.

Radzik zaczął niewinnie - jako noworodek budził się w nocy tylko dwukrotnie. Potem zintensyfikował nocne posilanie się i mając kilka miesięcy wprowadził zasadę pobudek co godzinę, czasem co dwie, które przestałam w końcu zupełnie liczyć, a mój ogranizm przywykł do wspólnego spania i nocnych karmień do tego stopnia, że niespecjalnie robiło mi różnicę, czy pobudek było 5 czy 500;) I tak każdego poranka budzę się średnio wyspana, zupełnie jak za czasów aktywności zawodowej i wstawania o idiotycznej 5.33.

Każda mama wie też, że gdy tylko jakieś dziecko prześpi całą noc - choćby była to "noc" między 23 a 4 rano - wie o tym natychmiast cała okolica, gdyż jest to powód do pękania z dumy.

Wpisując się więc w ten schemat, pragnę poinformować, iż Radosław od kilku dni przesypia noce;) czyli nie je między północą a 6 rano, co oczywiście nie zmienia faktu, że wzywa mnie na posiłek kilkakrotnie między pójściem spać a północą oraz od okolic godziny 6 do pobudki.

W tej sytuacji chyba muszę ogolić głowę - zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zapewnieniami;)

Tagi: mama Radzik sen
11:30, luliluli
Link Komentarze (9) »
piątek, 10 czerwca 2011
Krowa też człowiek i pić potrzebuje

Powakacyjne wnioski dobitnie wskazują, że Radosław nam się starzeje w tempie zastraszającym!

Zaczepia wszystko i wszystkich, rozdaje uśmiechy, robi wszystkim papa (wyglądające jak ściskanie pięści bardziej niż machanie) bez okazji, pokrzykuje, piszczy i czaruje. Oglądają się za nim wszystkie panie i 50% panów;)

Lubi towarzyszyć w zabawie innym dzieciom. Jest bardzo otwarty, stara się aktywnie przyłączać do wszystkich bawiących się maluchów, co bywa powodem histerii tych bardziej nieśmiałych. Dzielnie znosi niespodziewane ataki, dzieli się zabawkami, nie pozostaje dłużny zabawkopodkradaczom, pozbawiony jednego przedmiotu odważnie pozbawia czegoś w zamian.

Zaczął się bawić w zupełnie nowy sposób - samochodami - ulubił sobie szczególnie znalezioną w sali zabaw wielką karetkę. Bawi się w sytuacje - że krówka pije wodę z jego butelki, albo że paczka chusteczek pije... mleczko od mamy:)

W nowym foteliku samochodowym z 6 godzin podróży przespał jedynie dwie, pozostałe 4 bawił się ze mną!!! Bez płaczu i zgrzytania zębów. Zwierzątkami właśnie.

Słucha wierszyków, zaczęła go bawić sroczka, co kaszkę robiła, zauważa kreskówki w TV i tak dalej - i to wszystko sprawia, że wydaje się taki dojrzały;)

A w chwilach zachwytu skrzeczy jak pterodaktyl.

Wspaniały jest:)

Tagi: Radzik
13:35, luliluli
Link Komentarze (2) »
luliluli@gazeta.pl Lilypie Premature Baby tickers