Kupamięciowo i subiektywnie - zapiski matki z zamiłowania
RSS
niedziela, 29 maja 2011
.

Trudny psychicznie moment nastał w moim życiu, czuję wewnętrzną potrzebę podjęcia jakichś konkretnych decyzji. Wrodzona zapobiegliwość i pesymizm każą już dziś zbudować w głowie obraz jutra. Jak to robią inni, że życie toczy im się samo? I dlaczego moje wydaje mi się zawsze ogromną kulą, którą w pocie czoła pcham przed siebie, obgryzając paznokcie ze strachu, że za chwilę znowu będę musiała obraćj akiś konkretny kierunek?

Tagi: mama
13:08, luliluli
Link Komentarze (8) »
Wieczorek poetycki

Im sprawniej wychodzi Radzikowi wstawanie, tym chętniej i częściej je praktykuje. Ostatnio najchętniej wtedy, gdy przychodzi pora snu.

Po kąpieli i odzianiu w piżamkę Radzik trafia ze mną do łóżka, gdzie do niedawna spokojnie zasypiał, pijąc mleczko. Od pewnego czasu zamiast tęsknie przyssać się do maminej piersi, woli podejść do parapetu i niezmordowanie przy nim stać, miętosząc opuszczone na noc rolety, stukając w głośnik wieży, czy na zmianę padając na pupę i mozolnie wspinając się z powrotem na parapetowe stanowisko. Bez względu na poziom wygłodzenia, mleczko ma w głębokim poważaniu, ewentuaaaalnie po kilkunastu minutach zabawy wracając na dwa szybkie łyczki.

Korzystając więc z tych kilkudziesięciu minut przymusowego odpoczywania, postanowiłam wprowadzić do wieczornego repertuaru czytanie. Spora górka książek, jaka uzbierała się po Radzikowych chrzcinach, niestety, niespecjalnie się nadaje na te pierwsze czytelnicze wieczory, bo się nie rymuje. A rym i wartka akcja są w tej chwili jedynymi magnesami na niesforne dziecko.

Tak oto zamiast godziny spełzających na niczym starań o utulenie dziecka spędziłam dłuższą chwilę na czytaniu "Lokomotywy", odciągając uwagę od parapetu i skupiając ją na swojej najbliższej okolicy;) Oby tak było co wieczór!

piątek, 27 maja 2011
Chaotycznie, sklerotycznie i na odpiernicz, czyli jak zszarzała rzeczywistość po powrocie do domu

Wróciliśmy z majówki, za nami 10. miesięcznica Radzika i Dzień Matki (nie, nie powiedział pierwszego "mama" z tej okazji). Doba jakoś się skurczyła, nie mam czasu pisać!

Radek umie samodzielnie stać kilkadziesiąt sekund, gdy się czymś zajmie, coraz więcej raczkuje, coraz rzadziej pełza. Rozładował mi się laptop, jakby te kilka linijek zniknęło, autentycznie trafiłby mnie nieziemski szlag. Kończy się maj, mam nowe sąsiadki od spacerów i za mało czasu, żeby zdjąć z balkonu skrzynki z ususzonymi pelargoniami z ubiegłego roku. Radzik całymi dniami mógłby chodzić wzdłuż szafki RTV, która ma tysiąc dwieście osiemdziesiąt kantów i ostrych rogów, na widok których mam w głowie wizje krwawiącej czachy. Jestem zmęczona, powroty z urlopów są wyczepujące bardziej niż brak urlopu.

Tagi: mama Radzik
20:17, luliluli
Link Komentarze (8) »
piątek, 20 maja 2011
W niegóralskich lasach

Radzik na plaży to zjawisko niesamowite, można się zarazić jego ogromnym zdziwieniem, gdy łapie w palce bryłkę piachu, która rozpada się zanim uda się ją wziąć do buzi (i chwała jej za to!). Raczkuje po piasku, jakby nie chciał się nazbyt ubrudzić, pełzając, wyszukuje kamyczki, które usilnie kieruje do ust. Skubie patyczki i trawę, która gdzieniegdzie wychyla się zza piaszczystych pagórków. Widok rzeki przeraża go na tyle, że kurczowo trzyma się ubrania taty.

Jesteśmy w niemowlęcym raju - nieopodal pasą się dwie - całkiem zwyczajne;) - krowy, spaceruje stary kocur, śpiewają leśne ptaki, liście drzew poruszają się na wietrze - bomba dla niemowlęcych zmysłów miejskiego malucha. W południe dmuchamy mały basenik, Radzik trafia do niego wraz z kilkoma litrami ciepłej wody, gumową piłeczką i dmuchanym krokodylem - atrakcja na miarę kąpieli w oceanie. Już samo skakanie bo wielkiej kanapie stojącej w domku zajęło Radkowi cały wczorajszy wieczór, a ileż było śmiechu!

Kilkudniowy wyjazd daleko od domu każdemu z nas wyjdzie na dobre. Tylko boję się myśleć, jak bardzo znudzony poczuje się nasz syn po powrocie do domu!

14:13, luliluli
Link Komentarze (4) »
Udomowiona do szpiku kości

Popijam kawę na werandzie naszego drewnianego domku nad rzeką. Majowe wakacje, żar leje się z nieba, jest bosko. W małej kuchni pachnie obiadem. Kwadrans temu usłyszałam od męża "Ja to jednak widzę, że Ty każdą przestrzeń musisz sobie koniecznie udomowić. Rozkładasz: tu papryka, tu garnki". Czy już ktoś mi tego nie mówił, widząc, jak prześcielam łóżko, rzuciwszy na bok walizki, z którymi dopiero co przyjechałam? Matka prawdziwie udomowiona. Z natury;)

Tagi: mama
13:20, luliluli
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 maja 2011
Tata

Dziś podczas obiadu Radzik przywitał małżona radosnym "tatata"! Jestem rozmiękczona:>

Zimny łokieć i ostra jazda

To ostatnio ulubiona pozycja Radzika w wózku. Sam wózek jest zaś ulubionym środkiem lokomocji. Kolejny raz dziecko pokazało mi, że do wszystkiego dojrzewa samo, bez pomocy, byle tylko mu nie przeszkadzać.

Kiedyś wrzeszczący na widok swoich czterech kółek, dziś domaga się wyjścia na podwóko wszystkimi sposobami. Wygodnie usadowiony w swojej czarno-czerwonej bryce, zachwyca się pięknem oglądanego świata. Wysoko uniesioną ręką i palcem wyciągniętym w stronę nieba pospiesza, by jak najszybciej dotrzeć tam, gdzie sobie umyślił. Radosnym okrzykiem i hej-podniesieniem ręki wita się z psami, rozbawiając ich właścicieli. Wyciąga dłoń w kierunku żywopłotów, żeby garściami obrywać ich świeżozielone listki. Szaleje na widok motyli. Marszczy brwi na dźwięk przejeżdżającego pociągu. Z radością wita się z innymi dziećmi. Z zainteresowaniem ogląda każde źdźbło trawy, które mu wręczam, delikatnie dotyka miękkie dmuchawce. Kiedy się znudzi, rozkładamy na trawie chustę (ha! to jej nowe zastosowanie), popijawy wodę, bawimy się, a połowa z nas usilnie stara się uciec jak najdalej w trawę, żeby w skupieniu oglądać kamyki, patyki i porzucone papierki.

Tak oto sprzęt do niedawna nienawidzony stał się dobrem codziennego użytku, bez którego nie da się żyć. Może kiedyś i fotelik samochodowy doczeka się takiej nobilitacji? To byłby dopiero prezent dla całej rodziny. W najbliższych miesiąch czeka nas kilka długich podróży autem i już na samą myśl dostajemy dreszczy - bynajmniej nie są to dreszcze rozkoszy.

Od niedawna fotelik jest dla Radzika miejscem wyrafinowanych tortur, głównie z powodu unieruchomienia i ograniczonego widoku. Oby ten stan rzeczy nie potrwa zbyt długo, bo podróż w warunkach ciągłego wrzasku to droga przez mękę. A już za kilka dni czeka nas aż 6 godzin takiej gehenny. Panicznie gromadzimy pomysły, jak dać radę i nie wysadzić Radka na pierwszym przystanku;) Pomożecie?

piątek, 13 maja 2011
Jedno żywe dziecko trzynastego w piątek

Trzynastego w piątek po raz pierwszy w historii było inaczej. Pogoda się załamała, a wraz z nią moja forma.

Ekskluziff risotto miało zawierać kroplę octu balsamicznego, któż jednak mógł przewidzieć, że producent tegoż - kretyn - nie zamontuje końcówki polewającej zgrabne krople i jeden chlust oznaczał będzie na oko pół szklanki octu w rondelku z eleganckim obiadem? Kto mógł przewidzieć, że po dokładnym odłowieniu łyżką większości śmierdzącego dodatku, Radosław zapełni pieluszkę? I jakże miałam się spodziewać, że risotto, które w tym czasie miało się skupiać na redukcji cieczy i pęcznieniu idealnie gładkiego ryżu arborio, świńsko zacznie przywierać do dna rondelka i nie ruszy go nic, a już na pewno nie pomoże mu paniczne drapanie drewnianą łopatką, powodujące jedynie przemieszanie spalonego z niespalonym i stawiające zdecydowany krzyżyk na wykwintnym obiedzie.

Na obiad była pizza. Całkiem smaczna, z brokułami i papryką, żeby dziecko miało w czym wybierać.

A po obiedzie czekała nas już tylko ciekawa wizyta, podczas której określałam poziom swojej planowanej dzietności (ciekawe, że mąż określać się nie musiał) i odkrywałam tajniki domowego ustępu, zdradzając, czy spłukiwany jest wodą bieżącą czy może w jakiś bardziej wysmakowany sposób. Spowiadałam się z ilości żywych dzieci wydanych na świat (makabra) i wyznania. Radosław zaś dokazywał, widocznie zaznaczyłam złą odpowiedź na pytanie, czy moje 10-miesięczne dziecko "odczuwa przynależność do innej grupy etnicznej"...

 

czwartek, 12 maja 2011
Wieści z placu boju

Po chyba 3 miesiącach pełzania Radzik raczkuje! Zaczął wczoraj u znajomej, ale korzysta z nowego sposobu przemieszczania się tylko na kilkudziesięciocentymetrowych dystansach, jak planuje zaraz się po czymś wspiąć.

Do tego pije sam z kubeczka Doidy - korzystamy tylko w domu, bo wciąż się oblewa, ale idzie mu coraz lepiej. Namiętnie wstaje przy meblach, chodzi wzdłuż kanapy i nabija sobie nowe guzy w kontakcie z podłogą, gdy zapomni, że wciąż powinien się czegoś trzymać.

Mamy piękną pogodę, z której korzystamy garściami, a jak doliczyć do tego wzmożoną aktywność Radzika, to właściwie nie ma kiedy zrobić siku;)

Ku pamięci wyciąg z diety Radzika - zupa pieczarkowa smakowała barrrdzo. Ale tak naprawdę od 2 tygodni smakuje mu wyłącznie mięso - ściąga je z kanapek, wydobywa z obiadu, resztę oscentacyjnie wyrzucając na podłogę. Pewnie małe muskuły potrzebują teraz więcej paliwa, nauka chodzenia to nie byle co.

Chaos w moim wpisie jest niezamierzony, ot tak sobie oddaje klimat ostatnich kilkunastu dni;)

sobota, 07 maja 2011
Sreumokoki

 

Nawiązując do wpisu Aeidenn (tytuł pożyczam z komentarza;)) nie mogę zapomnieć o zapisaniu scenki rodzajowej z udziałem małżona. Otóż jako była pacjentka szpitala w moim mieście obdarowana "Niebieskim Pudełkiem" reklamowym dla malucha, otrzymuję co jakiś czas bardzo niskich lotów magazyn - "Twój maluszek". Zanim zdążyłam zapoznać się bliżej z treścią najnowszego numeru, wziął go w swoje ręce małżon, zachęcony informacją z okładki o artykule na temat chrzcin. Po kilkunastu sekundach zapoznawania się z treścią gwałtownie wydarł stronę gazetki, zmiętolił w dłoniach i cisnął przed siebie, rzucając kilka niecenzuralnych słów.

Co było powodem?

Cytuję: "Namów rodzinę, by zamiast kupować prezenty na chrzciny, złożyli się na komplet dodatkowych szczepień".

 

Tagi: tata
14:26, luliluli
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
luliluli@gazeta.pl Lilypie Premature Baby tickers