Kupamięciowo i subiektywnie - zapiski matki z zamiłowania
RSS
czwartek, 24 lutego 2011
Nieboraczek

A to ci niespodzianka:)

Jeszcze dwie godziny temu marudziłam, że wizyta u dziadków upływa Radzikowi na ciągłym noszeniu i w związku z tym nie ćwiczy się w poruszaniu po podłodze, na skutek czego bez wątpienia już nigdy przenigdy nie nauczy się raczkować. A tymczasem podczas czekania na wieczorną kąpiel, wykonał na łóżku kilka artystycznych wersji pozycji startowej do raczkowania, a nawet uskutecznił coś, co pewnie za kilka dni ewoluuje w stronę prawdziwego raczkowania, a co w tej chwili jest połączeniem raczka i czołgisty - ciało w pozycji raczkującej, ręce idą, a nogi są ciągnięte za sobą, w nienagannej postawie raczka ma się rozumieć. Dość karkołomny wyczyn, dla mnie niewykonalny - wyobrażacie sobie pociągnąć całe ciało na kolanach po ziemi?!

Nie dziwię się wcale, że czekał z tym aż do wieczora, ćwiczyć takie cyrkowe wyczyny można bezpiecznie chyba tylko na miękkim łóżku, na ziemi byłoby zbyt hardkorowo. Jakże się cieszę, że mój syn jest taki przezorny. I jaką miłą niespodziankę zrobi swojemu tacie, który po - miejmy nadzieję wygranym dla "naszych" - meczu, jutro wraca do stęsknionej rodzinki!

Tagi: Radzik
20:27, luliluli
Link Komentarze (2) »
Laboratorium niemowlaka

Radzik poznaje świat, zdaniem mojej mamy, będzie z niego ścisłowiec;) Mimo swojego pobudliwego charakterku, uwielbia zapoznawać się dogłębnie z małymi rzeczami. Wizjer w drzwiach, napis na zakrętce butelki, niewielka metka zabawki. Poza tym wszystko, co spotka na swojej drodze.

Po ostrożnym zebraniu z ziemi, przedmiot jedzie prosto do buzi. Chwila dla posmakowania. Okej. Dalej. Kolejny krok to próba grzechotania. Potrząsa przedmiotem w górę i dół, testując, czy wyda jakiś dźwięk. Dopiero w następnej kolejności zaczyna to coś w skupieniu oglądać - odwraca na wszystkie strony, przekręca, przekłada z rączki do rączki.

Po wnikliwym zapoznaniu się z wybraną rzeczą, ciska nią na ziemię, żeby sięgnąć po coś innego. Chyba, że wybrany przedmiot sprawdzi się w zabawie w "bam bam", która należy obecnie do ulubionych. Najlepiej w tej dziedzinie wypadają: garnek, plastikowy talerz i drzwi - te ostatnie oczywiście nie przechodzą tak skomplikowanej kontroli jakości jak opisana powyżej;)

A co jest najlepszym materiałem do obserwacji? Pudełka z apteczki... ze szczególnym uwzględnieniem dziadkowej multiwitaminy, która doskonale grzechocze.

Tagi: Radzik
18:09, luliluli
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lutego 2011
Dobra przykrywka

Ostatni dzień 7 miesiąca życia, jutro kończymy:)

Stan na dziś - wciąż nie raczkuje, pełza i czołga się, siedzi stabilnie przez jakiś czas, uwielbia stać i dziś zapierniczał jak automat, gdy go babcia trzymała pod paszkami! Dziś po raz pierwszy bez żadnych większych powodów nie poszedł na trzecią drzemkę, ze strachu przed ewentualnym odrykiwaniem położyłam go spać nieco wcześniej. Jesteśmy właśnie u dziadków, więc szkoda czasu na sen. Dzień upłynął więc pod znakiem jedzenia (mięsko rulezzz) i... zabawy przykrywkami od słoików.

Zadziwiające jak dzieci dobrze się bawią, używając najzwyklejszych pod słońcem przedmiotów codzinnego użytku. Hałasujące pokrywki były dziś doskonałą inspiracją do coraz dalszych zakocykowych podróży małego czołgisty;) Z ciekawszych zabawek w użyciu znalazły się też: pudełko po margarynie, chusteczki, plastikowy talerzyk i łyżeczki. Jak tak dalej pójdzie to Fiszerprajs już na nas nie zarobi;)

I jeszcze coś kupamięciowo - od pewnego czasu Radzik lubi zasypiać drapany po pleckach - wiadomo po kim to ma;)

 

19:18, luliluli
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 lutego 2011
za-żarcie

Żarte dziecko z naszego syna, nie ma co. Od pierwszych dni rozszerzania diety nie mieliśmy tylko jednego problemu - problemu z pochłanianiem jedzenia. Radzik z ogromnym entuzjazmem przywitał zarówno dietetyczną marchewkę, wafle ryżowe czy suszone morele, jak i dorodne kawały kurczaka czy indyka. Każdy kęs celebruje jak coś nadzwyczajnego, a jeśli chodzi o indyczą pieczeń - celebracja to nawet za małe słowo.

Już moment wkładania do krzesełka jest emocjonujący - zanim na szyi znajdzie się śliniak, a nogi na dobre usadowią się w otworach krzesełka, Radzik już ma coś w ręce i buzi. Wbrew opinii, że dzieci najpierw zapoznają się z podanym jedzeniem, dopiero później go kosztują - mój syn zapoznaje się z nim od razu za pomocą kubków smakowych. Jedynie brokuły wzbudziły jego podejrzliwość, po wstępnym obmacaniu, za pierwszym razem na tyle zepsuły mu estetykę obiadu, że nie tknął z tacki niczego, dopóki zielone drzewka nie zniknęły mu z oczu. Za drugim podejściem z ostrożnością sapera obmacał ponownie zielone gałązki, po czym wszystkie usunął z widoku sprawnym rzutem na podłogę. Trzecie podejście odbyło się jedynie z udziałem brokułowych nóżek, których odważnie, acz bez wielkiej przyjemności, spróbował. Brokuły zatem na jakiś czas znikają z menu.

Mięso w każdej postaci jest z kolei daniem ukochanym, gdybyśmy nie ingerowali w przebieg posiłku, Radzik mógłby się nim delektować pewnie i z 4 godziny, ale na takie posiedzenia wciąż jeszcze za wcześnie.

Brak zębów, jak się okazuje, nie jest żadną przeszkodą w spożywaniu normalnych posiłków, zaryzykowałabym wręcz stwierdzenie, że łatwiej jest Radzikowi poradzić sobie z kawałkiem ziemniaka niż z odrobiną kaszki, której spożycie sprawia mu o wiele więcej trudności i wymaga o wiele więcej wysiłku niż przeżuwanie i odgryzanie, które to w jego wykonaniu wygląda jak coś, co umie robić od zawsze, coś zupełnie naturalnego - jak biorąca się znikąd umiejętność stawiania kroków. Tu miejsce na chwalipięctwo - Radzik od niedawna posiadł - jakby znikąd - tę właśnie umiejętność i teraz domaga się już nie tylko stania, ale też stojąc (podtrzymany oczywiście), drobi zabawnie szybkie i małe kroczki:)

I jeszcze jeden wpis kronikarski - moje kochane dziecię uczy się chwytu szczypcowego:) coraz ładniej operuje kciukiem jako palcem przeciwstawnym do reszty i oczywiście w związku z tą nową umiejętnością ulubił sobie obecnie możliwie najmniejsze kawałki pożywienia. Właśnie w tym momencie zjada po sobie okruchy z pieczywa chrupkiego. Cała kromka leży - ma się rozumieć - na podłodze... Jest przecież zbyt nudnym jedzenie tak łatwych w obłudze kawałków. Czyżby zbliżał się czas wyjadania pojedynczych ziarenek ryżu?;)

Rozszerzanie diety bywa koszmarem. Bywa też wspaniałą przygodą dla dziecka i rodziców. I dziadków, i cioć, i wujka, i znajomych... Chyba zaczniemy biletować obiady Radzika;)))

Tagi: BLW Radzik
11:22, luliluli
Link Dodaj komentarz »
Yesterday I was drunk with some chicks in night club...

Radzik to ma dobrze! Robi w życiu takie rzeczy, jakie jego rodzice robili wieeeele lat później, jako dorośli;)

Jeszcze jako brzuchowa rozwielitka - noo, może jako mały człowieczek - był po raz pierwszy w filharmonii. Ma za sobą także mecz piłki nożnej (także z czasów po tamtej stronie mego brzucha) i choćby wczasy nad morzem. A ledwo skończył pół roku.

Wczoraj był także na pierwszej w swoim życiu parapetówce u znajomych - co prawda naszych, nie swoich, ale i tak powinien się cieszyć. Po zwiedzeniu mieszkania i kilku krytycznych uwagach o kanapie, po ogromnym zachwycie sprzętem fotograficznym i RTV (zwłaszcza pilotem ma się rozumieć), a także udzieleniu kilku póz do małej sesji foto dla pana domu, znudził się nieco i namawiał rodziców do powrotu. Zachęcony jednak wystawną kolacją z bufetu mamy i niewątpliwym urokiem oldskulowego fotela gospodarzy a także hipnotyzująco czerwonej lampki nocnej, dał się namówić na jeszcze odrobinę imprezowego szaleństwa.

Przeholował jednak z piciem na kolację i zaszczycił gospodarzy inauguracyjnym pawikiem-na-nowe-mieszkanie rzuconym od niechcenia na nową stylową kapę kanapową. Cóż - jest impreza, są straty (każdy były student to chyba potwierdzi) - ktoś pawika puścić MUSIAŁ, inaczej parapetówa mogłaby zostać uznana za nie dość szaloną.

Niezrażony swoim małym foux pas, bawiłby się na pewno dużo dłużej, ale jest na szczęście to jedno, co w gąszczu różnych dorosłych zajęć odróżnia go od nas - wciąż chodzi spać po Dobranocce. I chwała mu za to!

Przypadkiem trafiłam na ten teledysk, nagrał go pewnie jakiś kumpel Radzika;) http://tnij.com/rteledysk

Tagi: Radzik
09:49, luliluli
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 lutego 2011
Zabawa dnia i dzień zabawy

Co za dzień!

Po rozpoczęciu wczorajszej nocy z dwugodzinnym opóźnieniem, Radzik przywitał nowy dzień o 6.30. Nie ma litości dla rodziców. W nocy zrzędził jak zazwyczaj, ojca jedynego po głowie okładał bez szacunku, matkę okopał. Jak mu tak zostanie, będziemy jeszcze prosić Romana Giertycha o odpowiednio rygorystyczne placówki dla uformowanego własnymi komórkami przedstawiciela złej młodzieży.

Za dnia syn udowadniał dzisiaj, że niewielka ilość snu nie stanowi przeszkody w generowaniu nadprzyrodzonych ilości energii. Mimo braku odpowiednich kwalifikacji cielesnych, od śniadania domagał się dziś stania i siedzenia, które to czynności wciąż powinien zostawić na później, a pasję swą skierować na szlifowanie poziomych ruchów przypodłogowych. Dlatego też z powodu robienia za chodzik-jeździk-pchaczyk-dźwig-podnośnik mam dziś kręgosłup w stanie absolutnego rozpadu.

Zabawka dnia na dziś - gumowa piłka gimnastyczna o średnicy jednego Radzika. Moża się na niej bujać, glonojadziarsko się do niej przysysać (?!), można ją pchać, uderzać, a także z poziomu rąk matki kopać i drzeć się przy tym wniebogłosy z radości. Potem zostaje jedynie obserwować, jak matka rozmasowuje nadwyrężone kręgi.

Na okoliczność zabaw z kręgosłupem można też dwukrotniew symulować krańcowe wyczerpanie i po oszukańczym amu-na-sen ponownie rozbudzić się do czerwoności i domagać się zdwojonej dawki mocy od rodzicielki od kilku godzin jadącej na ostatnich oparach.

Nastepnie dwukrotnie dać spragnionej spokoju matce do zrozumienia, że jest się w nastroju do tulenia i po usadowieniu się w nosidle wykorzystać do cna możliwości fizyczne nosicielki, każdorazowo tuląc się minimum 1,5 godziny. Nie można jednak zapomnieć, że tulenie się tego rodzaju należy praktykować wyłącznie w ruchu, w związku z czym każdą próbę zaparkowania na kanapie trzeba bezpardonowo oprotestować.

Na koniec dnia powinno się namówić głowę rodziny na niespodziewane wyjście w celach zawodowych, zostawiając szyję rodziny sam na sam z kwestią kąpieli w wanience umieszczonej w wannie (czyt. na poziomie zagrażającym dalszej egzystencji w naturalnie spionizowanej pozycji).

Żeby bez żadnej wątpliwości nie pozostawić wrażenia niedosytu, można na koniec zasygnalizować wyjątkowe i niespotykanie silne problemy z zaśnięciem, odmawiając jedzenia tylko po to, żeby na koniec jednak się rozmyślić i postanowić zjeść.

Wtedy dopiero można iść spać z poczuciem dobrze spędzonego dnia.

Ratunku, czy jest na sali Kosmodisk?

czwartek, 17 lutego 2011
Łóżkowe ekscesy

Wykrakałam - COŚ się zmieniło w zakresie spania. Ale nie tak jak sobie wymarzyłam! Jakiś następny skok rozwojowy mamy na tapecie. Nocne spanie z trudem zahacza o 7 rano, bywa że nawet tyle nie uda się pospać. W nocy niegdyś ciche pobudki na jedzenie zamieniły się w pole walki - jęki, stęki, wybudzanie. Dziś nad ranem przerwa w spaniu trwała jakieś 40 minut, profilaktycznie udawałam, że śpię (lub jak kto woli, że nie żyję - i chyba to mi bardziej wiarygodnie wychodziło, zważywszy stan fizyczny po wybudzeniu w środku nocy...), a Radzik odbijał się - to w prawo, to w lewo, machnął rączką, kopnął nóżką, rzucił kilka słów w sobie tylko znanym dialekcie i jakimś cudem zasnął bez pomocy omdlewających matczynych ramion.

Zadziwiające jak 70-centymetrowy stwór może zająć większość obszaru tzw. małżeńskiego łoża, które od kilku miesięcy służy nam za rodzinny barłóg. Mąż w pozycji "na węża" zajmuje  ostatnio coraz bardziej marny skrawek od strony okna, ja - w rozprostowanej wersji pozycji embrionalnej-plus-piersi-przodem zajmuję mniej więcej drugie tyle. Odejmując tę drobną powierzchnię od całości, otrzymujemy jakieś 80 do 100 cm przeznaczonych wyłącznie na użytek własny Radzika. A i to wydaje się nie spełniać jego oczekiwań rozmiarowych. Nic jednak dziwnego, gdy spojrzeć na ulubione nocne konfiguracje cielesne synika.

Miejsce pierwsze - pozycja "na Jezuska" - wiadomo. Miejsce drugie - pozycja na tancerkę Hula - ciało wygięte pomiędzy "nawznakiem" a bokiem, twarz zwrócona do wezgłowia, ręce wyciągnięte o tak: http://tnij.com/hula Miejsce trzecie - krzyżem - czyli Jezusek odwrotnie. Oczywiście w każdym przypadku ilość zajętego obszaru jest podobna - duuuuża.

A w dzień? Przed każdą dzisiejszą drzemką następowała zmyła, ot zamiast zasnąć przy piersi, synu jadł, po czym ożywiał się ponownie i kolejną godzinę szalał... A po wszystkim odmawiał ponownego usypiania karmieniem, więc do pełni łask wróciła chusta - troszkę zapomniana ostatnimi czasy.

I znów sumiennie zapamiętywany plan dnia, jaki nam się wykrystalizował ze dwa miesiące temu, zawalił się, pozbawiając mnie (tak kochanego) poczucia, że coś jeszcze ogarniam...

Tagi: Radzik sen
18:42, luliluli
Link Komentarze (3) »
Wysypane

Wczorajsza zabawka dnia okazała się zdradziecka. Zainteresowana chwilą ciszy, jaka zapanowała w pewnym momencie w mieszkaniu, sprawdziłam, co tak bardzo zajęło Radzika. Otóż puszkę po kawie Ince sprytnie sobie rozbebeszył i jął się delektować schowanym wewnątrz makaronem świderki, wystawiając się tym samym na samowolną glutenową ekspozycję.

A propos tejże - chwilowo mamy przerwę w delektowaniu się chlebową piętką o poranku, gdyż twarz dziecięcia pokryła niezidentyfikowana wysypka, którą zdaniem małżona widzę tylko ja. Tak czy siak mam dwóch podejrzanych, więc na czas śledztwa makaron świderki ma zakaz zbliżania się do Radzika.

Rozszerzanie diety jest stresujące na równi z porodem;)

14:43, luliluli
Link Komentarze (2) »
Zaskoczyła nie tylko drogowców

Kocham niezaspokojoną ciekawość mojego synka. I to, jak potrafi się dziwić tym, co dla nas - nudnych dorosłych - jest tak oczywiste, że aż denerwujące.

Pada śnieg - po tryliardach miesięcy okropnej zimy - znów pada. Nie muszę mówić, jak przywitałam dzień, otwierając rolety. A jak przywitał go Radzik? Otworzył amorkowe usteczka, rozszerzył oczka, małą rączką oparł się o zimne drzwi balkonu i patrzył. Jakby ten oczywisty przejaw złośliwości natury był czymś niezykłym i magicznym.

Po niewielkich okołośniadaniowych harcach, położyliśmy się w sypialni. Na widok okna Radzik podpełzł na skraj łóżka i zamyślone spojrzenie utkwił w spadających płatkach. Na minutę zastygł nieruchomo, obserwując jak biały puch opada na parapet. A przecież mamy za sobą naprawdę długą zimę i nie raz miał okazję przyglądać się aurze niezmiennie od wieków zaskakującej drogowców. Czasem zazdroszczę mu, że potrafi dojrzeć piękno rzeczy, których istnienie jest dla mnie oczywiste jak oddychanie. Że picie zwykłej wody z kubeczka może być największą radością pod słońcem, że pisk gumowej kaczki może rozbawić do łez, że smak suchego chleba może się codziennie wydawać inny - raz upajająco smaczny, raz tak okropny, że chleb musi natychmiast znaleźć się na poza zasięgiem wzroku i ręki:)

Faaaajnie jest mieć dziecko;)

Tagi: Radzik zima
10:51, luliluli
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 lutego 2011
Radzika pojęcie przestrzeni i matczynej rozciągliwości

Leżymy sobie na kanapie - karmienie plus zabawa - ostatnio częste połączenie. Radzik fika, mama czeka. Radzik turla się na wszystkie strony, mama leży. Radzik z oddali zerka w stronę mamy. Nad małą główką zapala się żaróweczka. Jeść! Wyciąga rączkę - cap za pierś - i do siebie. Nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet przyszedł do góry. Auuuuuuuuuuć!

 

 
1 , 2
luliluli@gazeta.pl Lilypie Premature Baby tickers