|
środa, 02 maja 2012
Ke?
Kekek keka! Kak! Kokok chechechau! Keka łałałam! Kokaka, kaki, kuka, eki... czyli wyciąg ze słownika mojego syna, rozdział pt.: "Głoska k - bogactwo zastosowań".
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Samotne noce są przereklamowane
Mamy za sobą pierwszą rozłąkę! Czterodniową i zupełnie bezproblemową. Jestem dumna i zadowolona - wszyscy troje poradziliśmy sobie bosko. Nie wiem, czy pomógł mój koślawy rysunek obrazujący 4 dni i 4 noce Radzika z tatą, ze znamienną pierwszą sceną pod odjeżdżającym pociągiem, czy też może fakt, że wszyscy dorośliśmy do tego pierwszego razu. Pewne jest natomiast to, co spędzało mi sen z powiek - prawie-dwulatek karmiony piersią radzi sobie bez piersi (i mamy) niegorzej niż niekarmiony, takoż i piersi (wraz z przynależną im mamą), a i po powrocie może się okazać, że w mlecznej relacji nie ma cienia zmian. Tadaam. Zupełnie przereklamowane natomiast okazały się wspomnienia z samotnych nocy, które to okazały się jeszcze bardziej nieprzespane niż te współdzielone. Domowe pielesze przywitałam z gorącym pragnieniem wyspania się. W każdym razie, jeśli czyta mnie jakaś mama martwiąca się nadchodzącą delegacją - służę oparciem - będzie dobrze! Prawie-dwulatek ma się doskonale, jeśli nie liczyć bolesnego zderzenia czołowego ze stołem. Niezmordowanie szlifuje podstawy języka ojczystego, co i rusz wprawiając nas w zakłopotanie poziomem skomplikowania tej młodej polszczyzny. Na pamiątkę: atodus - autobus obatf - wombat kukan - tukan pipapa - przyczepa (moja faworytka:>) kokaka - koparka hekaka - śmieciarka gyk - dźwig onyny i ynony - zielony i czerwony, niestety, nie wiem do teraz, który jest który;) te(s)tań! - przestań! Brzmi dość z japońska, zachodzimy w głowę, skąd u naszego dziecięcia tak dalekowschodni akcent.
poniedziałek, 26 marca 2012
Usprawiedliwienie - wersja dla wtajemniczonych
Co robię, że nie piszę? Citam duzio i uce. Utonęłam i nie mam ochoty wypływać na wierzch. Odezwę się, jak dotrę do najbliżej wyspy;)
Nie mogłam się powstrzymać przed zalinkowaniem, częściowo a propos;)
niedziela, 04 marca 2012
Mała rzecz a cieszy
*** Mycie podłogi jest ostatnio ulubioną rozrywką Radzika. Jadro i op. I to, co w wiadrze, niestety. Ciekawość bez granic:P *** Pobliska stadnina to dla Radzika wprost miejsce kultu.
wtorek, 28 lutego 2012
Po myciu zębów, jak wszystko, szczoteczka została przez Radzika nonszalancko porzucona w okolicach stołu. Mama: - Radziu, podnieś szczoteczkę z podłogi, bo będzie brudna i będziemy musieli ja wyrzucić do kosza. Kilka sekund ciszy i przybiega Radzik - zadowolony i dumny - oznajmiając "BAM!". Nie rozumiem, na czym opiera się ten okres w życiu dziecka, że w 99% sytuacji jest na NIE, a pozostały jeden procent realizuje bez szemrania zanim zdążysz się zorientować, że wydałeś polecenie...
środa, 22 lutego 2012
Mowowy zawrót głowy
W ciągu kilkunastu dni Radzikowa mowa eksplodowała jak prawdziwa atomówka. Przestaliśmy nadążać i wciąż nie możemy się nadziwić, ile chęci ma w sobie tak mały człowiek, wciąż dysponując niewielkimi możliwościami. Aduń (stukanie palcem w klatkę piersiową), mama, tata, jajo! Mama am niuniu! - czyli krótkie streszczenie wizyty w Tesco zakończonej zakupem jajka niespodzianki, z którego mama wzięła sobie "gryza":P Ouej pam tata Aduń! - opis męskiej wizyty w warsztacie, podczas której Raduń poprosił o wymianę oleju w aucie taty;) Oua brrrum (stukanie palcem jw.) Buba - i o tym jak Kuba, syn Oli, podarował Radkowi swoją ciężarówkę.
Wysyp słów następuje niespodziewanie, Radzik nagle z dnia na dzień postanowił powtarzać po nas co trzecie słowo. Ale nie ma lekko! Jego interpretacja wokalna często sprawia nam trudności w odszyfrowaniu poszczególnych wyrazów - Kuba i bułka brzmią podobnie, tak jak sroka, sikorka i ciocia Dorota (hog(k)a). Jest zabawnie;)
wtorek, 31 stycznia 2012
Kronika słówek - stan na koniec stycznia
Wpis poczyniony na pamiątkę cudownego okresu słowotwórstwa, który potrafi rozmiękczyć w ułamek sekundy:) KAK! oraz NIA! (tak, nie) - jaskrawe przejawy rosnącej wciąż siły woli... ja! - wyraźny element zyskiwanej samoświadomości istnienia;) dyn i pam - dym i pan (jako ilustracja notorycznej cudownej zamiany "m" i "n") duńduń - bidon (moje ulubione:>) papć - papeć cici - wieża, klocki jajo - jajko fawa - kawa pupa i oko - wiadomo ado - awokado okon - okno haho - halo ała z imion: Kuba, Aga, Hania, Toń, Nani
wtorek, 24 stycznia 2012
Duży pikuś vs. mały miś
Niby nic się nie dzieje, a my wciąż w galopie. Rozsiedliśmy się już w nowym mieszkaniu, choć wciąż gdzieniegdzie łypią na nas z kątów nieokiełznane zbiory rzeczy-nagromadzonych-latami. Latami też pewnie będziemy je kiełznać, że użyję tak niepospolitego czasownika;) Co u nas? Aż trudno zacząć, by nie skończyć dopiero w porze kolacji. Najprościej będzie skwitować mądrze brzmiącym "panta rhei" - po szyję stoimy w tej samej rzece i tylko opływa nas wciąż coś nieoczekiwanego. Sobą pochwalę się przy innej okazji. Mąż chwalony publicznie być nie lubi. Zostaje zatem pochwalić się Radzikiem, co też niniejszym uczynię. Tatuń, Aguń, Dziaduń (i prawie analogicznie: Mamum i Babum...) padało bezustannie z małych ustek na samym początku roku. Teraz w użyciu jest częściej Tatua i Agua - z niewiadomych przyczyn bez dalszych przekształceń u reszty członków rodziny. Do tego bardziej pospolite Tato i Tatu. Mama natomiast - mimo przestoju nazewniczego - została mianowana najczęściej używanym wołaczem, zazwyczaj skorelowanym z nutą skrajnej rozpaczy, katastrofizmu i histerii. Niestety. Od ponad miesiąca trwa w naszej podstawowej komórce społecznej najdłuższy w historii tejże mamocentryzm, mamobluszczyzm i mamozawłaszczyzm, przy którym lęk separacyjny okresu 8-9 miesiąca to klasyczny pikuś. W sinusoidzie swojego matkowania znajduję się w związku z powyższym w okolicach ciemnej doliny, z gorącym pragnieniem w sercu, by wdrapać się ponownie na szczyt. Cóż - tak też bywa. Po kilku tygodniach jestem w stanie podejść do sprawy już z nieco większym spokojem i ręką gotową do pogodzenia się z losem. Znalazłam dobrego pomocnika:
Niekochany i wzgardzony czekał cierpliwie pośród Radzikowych klamotów odkąd zamieszkał z nami w dzień pierwszych urodzin Radzika. Boskas teddie, spraw by Radzik co noc tak pięknie jak wczoraj zasypiał przy Tobie!;)
piątek, 30 grudnia 2011
Wciąż na oparach atmosfery Świąt
Atmosfera Świąt - do tego roku było to dla mnie pojęcie właściwie nieznane, a już na pewno dawno zapomniane. Widok dziecka - biegającego wokół choinki z łańcuchami, zawieszającego ozdoby z największym możliwym namaszczeniem, z sympatią podtykającego rodzicom pod nos kawałek swojego opłatka, podekscytowanego i niecierpliwie rozrywającego prezentowy papier, radośnie biegającego pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny z kolorowymi pakunkami - jest naprawdę bezcenny i wspaniały. Z okazji Nowego Roku życzymy sobie jak najwięcej odpoczynku, dłuższego snu, wspólnych popołudni, pomyślnego końca (i końca w ogóle) przeprowadzki, niebolesnego ząbkowania, śniegu zimą i słońca całorocznie, zmian tylko na lepsze i ZDROWIA, którego ostatnio wciąż jakoś brakuje. A wszystkim czytającym życzymy spełnienia choć jednego marzenia w 2012 roku;)
środa, 14 grudnia 2011
Pavor nocturnus
Fajnie brzmi, prawda? Wolałabym jednak, by łacina zostawiła nas w spokoju, zwłaszcza nocą! Jesteśmy w trakcie przeprowadzki (właściwie "w trakcie" użyłam nieco na wyrost, bo dopiero zaczynamy). Jest masa pracy, mało czasu, w powietrzu i nosach domowników czają się bataliony wirusów, a po nocach nie daje nam spać rzeczony pavor w książkowym wprost wykonaniu Radzika. Bu |
Archiwum
Zakładki:
Czytam
Kuchenne inspiracje
Lipcowi rówieśnicy
Www
Tagi
|