Kupamięciowo i subiektywnie - zapiski matki z zamiłowania
Blog > Komentarze do wpisu
Matka polka cierpiąca

Obudzono mnie dziś strzałem ze stopy w twarz. Co jak co, ale takie pobudki są zawałotówrcze. Poranne wygłupy Radzika to najzabawniejsze chwile z całego dnia - przez pół godziny można na zmianę dosypiać i pokładać się ze śmiechu na widok Radzika rozpaczliwie starającego się turlać, pełzać, uniknąć zaklinowania między rodzicami i dosięgnąć mojego telefonu.

Dzisiejszy poranek okazał się jeszcze zabawniejszy niż zazwyczaj, bo wyjątkowo Radzik postanowił odważniej podejść do tematu zwiedzania mieszkania za pomocą ruchu gąsienicowego i radośnie dopełzł pod szafkę z butami, delektując się na finiszu możliwością degustacji piachu spod podeszew. Czas zintensyfikować częstotliwość odkurzania i mycia podłogi. Dobitnie udowodnił nam to obraz Radzikowej piżamy, która w jednej chwili zamieniła się z białej w szarą z domieszką drobin najróżniejszej maści i pochodzenia. Oraz rączek, które zmieniły się na podobieństo wałka do odfarfoclowywania odzieży. A przecież w pocie czoła szorowałam oblicze domowej "ziemi" - tej ziemi - po której pełzając, syn nasz usmarował się jak górnik na przodku. Tak oto przybyło nam kolejnego obowiązku.

Bycie rodzicem to jednak wieczne poświęcanie się dla dobra dziecka. Pomijając kwestie higieny. Wczoraj rodzicielskie brzemię dało o sobie znać boleśnie, kiedy to z Radzikiem śpiącym w nosidle korzystałam z chwili spokoju, grzebiąc w internecie. Jak to zwykle bywa, gdy się człowiek zaczyta i impulsy nerwowe uciekną mu z nóg wzwyż - zdrętwiały mi nogi. Obie. Na raz. I obudził się Radzik. Marsowym obliczem dał znać, że na cichym kwileniu się nie zakończy i że natychmiast, teraz i w tej chwili MUSI zjeść. I wstałam.

Ojjj, jeszcze kilka miesięcy temu nie zmusiłaby mnie do takiego poświęcenia nawet groźba utraty zdrowia. Nic tak nie krzywi pyska jak chodzenie na zdrętwiałych, mrowiących jak kąsanie szczękoczułek kolonii czerwonych mrówek kończynach.

Może z wyjątkiem sytuacji, gdy człowiek chce z ubranym po końcówki rzęs dzieckiem w jednej ręce zatargać drugą ręką ponad 10 kilo wózka - po schodach z piwnicy na spacer. I się człowiek sam wtedy odzieje na zimowo. I będzie musiał - nie odkładając dziecka - zamknąć za sobą kłódkę w piwnicy. Kluczykiem. Takim wielkości zabiedzonego chrabąszcza majowego. Fuj.

Dobrze, że na klatce schodowej nie ma monitoringu, bo od min, jakie człowiek robi, żeby sobie ulżyć w cierpieniach strongmena, mógłby umrzeć ze śmiechu niejeden obserwator. Albo od miny bolesnego zaskoczenia, gdy chcąc nakarmić dziecko, położy się matka na kąpielowej kaczce - zdradziecko podrzuconej do łóżka.

Czego to człowiek nie zrobi dla przedłużenia gatunku...

sobota, 05 marca 2011, luliluli
Tagi: mama Radzik

Komentarze
2011/03/05 23:21:53
Mam radę taką: przywyknij do brudu. Nie da się sprzątać na tyle często, żeby było czysto. I mówi Ci to ta, która mieszka na parterze, a w przedpokoju trzyma wózek. Ta, której dziecko liże koła tegoż wózka. Ta, która nigdy nie zostawia wózka "by obciekł". Ta, która nie zakłada dziecku jednobarwnych jasnych ubrań z obawy, by rzucik (z brudu) nie był zbyt widoczny :) Ta, która zszokowała dziś przyjaciela podnosząc dziecku z kuchennej podłogi (brudnej jak sto diabłów) kawał obślinionego wafla ryżowego, do którego brud przylgnął ze stron wszystkich.
Przywyknij.
-
2011/03/06 07:52:31
Cześć, Julko!:))
Ja w sumie też zbyt sterylnie nie postępuję, bo zdarzały się powroty z ziemi na tackę tego, co upadło, ale jakoś mnie ten piach spod butów zmierził, może dlatego, że to pierwszy raz:D
luliluli@gazeta.pl Lilypie Premature Baby tickers